Tygodnik Imperialisty – Wydanie XV

 

W dzisiejszym odnowionym zarażonym wydaniu wspaniałego „Tygodnika Imperialisty”:

  1. Czyżby epidemia się rozpoczęła?
  2. Muzyka potrafi też zabić.
  3. Najcieńszy drut w galaktyce?

Początki epidemii

Dzisiaj jeden z naszych reporterów powrócił z jednego miasta na naszej planecie z którego mieliśmy pewne dosyć dziwne doniesienia na temat pewnej choroby która zaczęła się tam rozprzestrzeniać. Jak się okazało sytuacja jest powoli opanowywana przez miejscowe służby zdrowia jak i zarządce miasta. Nasz reporter opowie czego się dowiedział podczas pobytu w mieście.

„Zaraza z początku wydawała się nie groźna, głównie ze względu na fakt jakie objawy mieli zarażeni. Wszystko wyglądało na zwykłą kosmiczną grypę którą ma przeważnie każdy raz na jakiś czas, jest łatwo uleczalna, nie trwa długo. Do tego nie zagraża naszemu życiu, dlatego też mieszkańcy zbagatelizowali to, żyli dalej swoim życiem i nie przejmowali się. Jak się okazało w tym czasie każda osoba zarażała każdą kolejną, kolejną i kolejną. Choroba zaczęła się rozprzestrzeniać z dnia na dzień coraz bardziej, aż do momentu kiedy pierwszy poważny przypadek się trafił. Coraz więcej osób zaczęło zgłaszać się do lokalnych szpitali z dosyć poważnymi objawami. Mieli mocno podrażnione gardła, trudno było im oddychać i na dodatek jeszcze straszne bóle stawów. Większość pacjentów ledwo co się ruszała, ból według opisów był nie do wytrzymania. Nieustannie podawano im środki przeciwbólowe, nasenne nawet by mogli zasnąć i nie czuli bólu. Coraz więcej osób zgłaszało się do punktów sanitarnych, miasto na jakiś czas zostało zamknięte by ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa poza granice. Mogło by to mieć nieprzyjemne konsekwencje w postaci epidemii planetarnej. Na szczęście sytuacja została opanowana, kwarantanna została zniesiona częściowo ponieważ nadal istnieją obszary z sporą ilością zarażonych.”

Jak się okazało reporter został poddany kwarantannie, tak samo nasza redakcja co oznacza tylko kilka rzeczy. Będziemy mieli więcej czasu na to byśmy mogli pisać dla was kolejne artykuły oraz zapewnić wam rzetelne źródło informacji z całej galaktyki.


Bes’bevska masakra

Co lepiej zabija smutki, nudę i wewnętrzne rozterki jak nie muzyka? Oczywiście wiele rzeczy, nie oszukujmy się, ale wszystko jest lepsze, gdy dodamy do tego akompaniament Valachord’u lub chociażby delikatne brzmienie dzwonków wietrznych z Nar Shaddaa’y. Ale czemuż to mielibyśmy na tym poprzestać? Przecież oprócz słuchania muzyki, możemy jeszcze samodzielnie tworzyć ją, a naszym faworytem w kwestii instrumentalnej jest madnaloriański flet, o wdzięcznej nazwie Bes’bev. Wykonany z beskarskiego żelaza, jest dość łatwy do nauki, nawet dla początkujących muzyków, a jego dźwięki umilą nie jedno wolne popołudnie. Dodatkową pozytywną cechą tego instrumentu jest jego mały rozmiar, więc zawsze można go mieć przy sobie i raczyć się przyjemnymi dźwiękami, lub umilić komuś czas niespodziewanym koncertem. A jeśli komuś się nie spodoba? Rozwiązanie problemu jest proste i jakże przyjemne. Nasz piękny flet ma unikatowy kształt, a mianowicie, jego koniec jest ścięty i ostry, co powoduje, że może służyć jako idealna broń! Więc krytyk zachodzi Ci za skórę? Twój instrument zdecydowanie spowoduje, że straci zapał, do wyrażania swojej opinii (i sporą ilość krwi).


Historia bardzo cienkiego drucika

„Jeden z republikańskich ośrodków badawczych chciał w swej niepojętej pysze rzucić nam wyzwanie. Oczywiście wygraliśmy… Wcześniej o tym nie informowaliśmy, ale podjęliśmy wyzwanie, oczywiście zgodnie z wolą najwyższych władz.” – mówił doktor Artur Ferd, dyrektor jednego z tajnych ośrodków badawczych Nowego Imperium. Dopiero teraz światło dzienne ujrzała ta historia sprzed kilku tygodni, z uwagi na dotychczasową tajność. Uczeni po drugiej linii frontu przysłali metrowej długości tytanowy drucik. Nie byłoby w tym nic aż tak zaskakującego, gdyby nie fakt, że drucik był ultracienki.

„Przysłali nam to takie malutkie i cieniutkie, że musieliśmy to oglądać pod mikroskopem, bo ich wyrób był niewidoczny gołym okiem.” – komentuje jeden z uczonych współpracujących z doktorem Ferdem. Zasady zakładu były proste. Republika miała miesiąc na wyprodukowanie najcieńszego drucika na jaki pozwalała ich technologia. Nowe Imperium miało zrobić w nim otwór nie łamiąc wyrobu. Czy się udało?

„Powiem tak – wpadliśmy na pomysł co zrobić by było trochę śmieszniej i zrobiliśmy to. Oczywiście wykonanie otworu nie stanowiło najmniejszego problemu, ale żeby absolutnie przypieczętować wyższość naszej techniki, do drucika wyprodukowanego przez republikańskich naukowców dołączyliśmy własny, będący zatyczką do wykonanego otworu.” – opowiadał Anthony Herwar, będący koordynatorem tego projektu.

Ostatecznie wyższość nowoimperialnych ośrodków badawczych okazała się absolutna i przytłaczająca.

Ku chwale Nowego Imperium!

Możesz również polubić...